Agnieszka Kopacz jest nauczycielką języka polskiego i informatyki w liceum im. Marii Skłodowskiej-Curie. Jest laureatką nagrody Nauczyciel Roku 2025 docenioną przede wszystkim za zaangażowanie, kreatywność i budowanie przyjaznej atmosfery w szkole. Jest osobą z diagnozą AuDHD, która otwarcie mówi o neuroatypowości jako zasobie. Posiada dwa doktoraty, od 9 lat pracuje w szkole, wdraża innowacyjne metody nauczania.
W swoim wykładzie Agnieszka Kopacz zaczyna od stereotypu, który przez lata utrudniał rozpoznawanie autyzmu u dziewczynek: „autyzm to chłopcy” – ci, którzy biegają w kółko, bujają się na krześle albo żyją w nieustannym ruchu. Podkreśla, że u dziewczynek objawy częściej bywają niewidoczne, maskowane lub błędnie tłumaczone. Sama jako dziecko nie mówiła do piątego roku życia, ale przyczyn szukano w „migdałkach” i technice mówienia. Nikt nie połączył wtedy faktu, że potrafiła błyskawicznie liczyć i analizować, a jednocześnie mierzyła się z barierami komunikacyjnymi i edukacyjnymi.
Kluczową rolę w tej historii odegrali rodzice i szkoła. Gdy pojawił się pomysł pozostawienia jej w zerówce, mama nie zgodziła się na rezygnację. Zamiast etykiety „nie da rady” była konsekwentna praca: logopeda, zajęcia wyrównawcze, terapie pedagogiczne – w dużej mierze realizowane w ramach szkoły. Kopacz podkreśla, że dostępność realnego wsparcia w systemie edukacji może przesądzić o przyszłości dziecka.
Jej doświadczenia szkolne pokazują neuroróżnorodność z dwóch stron. Z jednej – trudności z pismem, ortografią, długie ćwiczenia i diagnoza dysleksji. Z drugiej – matematyka, w której wyraźnie wyprzedzała rówieśników, oraz sport. Ruch i pływanie stały się dla niej sposobem regulowania emocji i napięcia. W gimnazjum brała na siebie wszystko: kółka, projekty, zajęcia dodatkowe – co pozwalało funkcjonować, ale prowadziło też do przeciążenia. Jak twierdzi, organizm nauczył się schematu: dajemy radę w trakcie roku, a odpoczynek – czasem w postaci choroby – przychodzi dopiero wtedy, gdy można sobie na niego pozwolić.
Wiele wspomnień z dzieciństwa – dziś oczywistych sygnałów neuroatypowości – wtedy uchodziło za „dziwactwa”. Ulubiony dzień w przedszkolu to ten, kiedy została sama i mogła w ciszy poukładać zabawki idealnie na swoich miejscach. Wakacyjny rytuał przepisywania zeszytów aż do uzyskania „idealnego porządku” był kolejnym sposobem regulacji emocji. Gdy wokół pojawiał się chaos, napięcie natychmiast rosło.
Ważnym tłem jej opowieści jest dom rodzinny – spotkanie różnych stylów funkcjonowania. Mama, dziś rozpoznawana jako osoba z ADHD, pełna energii i rozproszenia; tata – precyzyjny, uporządkowany, autystycznie przywiązany do struktury. Bez diagnostycznego języka różnice te bywały źródłem nieporozumień i napięć. Dopiero po latach diagnoza pozwoliła nadać sens temu, co wcześniej było oceniane jako „złośliwość” czy „bałagan”.
Przełomem okazały się relacje z nauczycielami, którzy potrafili przyjąć emocje i nadać im kierunek. W liceum wychowawczyni nie uciszała, lecz pomagała przełożyć złość na działanie. Ten model Agnieszka Kopacz przenosi dziś do własnej pracy: uczniowie mogą przyjść rozedrgani, zmęczeni czy sfrustrowani, ale relacja zawsze ma ramy. Jest otwartość i uważność, lecz także jasne granice i wymagania.
Z tych doświadczeń wyrasta jej podejście do „szkoły przyjaznej neuroróżnorodności”. Kopacz uważnie obserwuje uczniów, rozmawia z nimi i ich rodzicami, sugeruje pogłębienie diagnozy, gdy widzi trudności, cierpienie lub przeciążenie. W klasie tworzy proste, ale skuteczne narzędzia regulacji: koszyk z gniotkami i piłeczkami, zgodę na słuchawki, czytelną strukturę lekcji opartą na etapach i timerze. Stawia na pracę podczas lekcji, różnorodność metod, gry edukacyjne i myślenie zamiast odtwarzania wiedzy. Ważne jest dla niej jedno: uczeń ma czuć, że trudność nie oznacza porażki, a inność – wstydu.
Cały wykład spina metafora, która porządkuje i normalizuje neuroróżnorodność: ludzkie mózgi funkcjonują w oparciu o różne „systemy operacyjne”. Autyzm, ADHD czy dysleksja nie są deficytem, lecz odmiennym sposobem doświadczania i przetwarzania świata. Wymagają innych warunków środowiskowych i edukacyjnych, ale w żaden sposób nie odbierają prawa do rozwoju, sprawczości ani sukcesu. Neuroróżnorodność nie jest modą ani chwytem marketingowym — to fakt, którego uznanie i zrozumienie staje się zobowiązaniem do uważnej, odpowiedzialnej i mądrej pracy z drugim człowiekiem.
Na koniec Agnieszka Kopacz mówi o szczęściu, które ją spotkało – w ludziach, którzy ją wspierali – i o odpowiedzialności, by to szczęście przekazywać dalej. Jej opowieść pokazuje, że przyjazna szkoła nie zaczyna się od procedur, lecz od relacji.